- Oczywiście. I myślę, że zdołam ci ją dostarczyć, tak jak magik wyciąga królika z

pod palmą.
szybko, w oczach malowało się przerażenie.
Podchodząc kolejno do drzwi, poczuł dreszcz na plecach.
– Cholera! – Zacisnął zęby. Kiedy dopadnie tego psychola, rozerwie go na strzępy.
rozmawiają z sąsiadami, którzy wylegli przed domy.
Miał wrażenie, że znowu przeżywa śmierć Jennifer. Patrzył w morską kipiel. Zrobiło mu
Yolanda jeździ lexusem. Chevrolet to dodatkowy wóz, kupiliśmy go od Carlosa, bo był tani.
domu.
– Coś ci się rzuciło w oczy? Może samochód w pobliżu?
– Mama się pomyliła. – Uściskał córkę.
Czuł, że dłużej nie wytrzyma, kopał z całej siły, płynął w górę, ku powierzchni.
do końca kupił nawet wizje własnej żony z czasów, gdy Wybraniec terroryzował Nowy
- Przyjęcie? Jakie przyjęcie? - To, które dla nas wydaję. - Nic mi nie mówiłaś o żadnym przyjęciu - powiedziała Caitlyn, przyglądając się błyszczącej łodzi. - Oczywiście, że mówiłam. Już dawno temu! No chodź, weźmiemy ją w dziewiczy rejs, tylko ona i my dwie. Mam szampana na tę okazję. - Weszła na łódź, otworzyła lodówkę i pokazała owinięte aluminiową folią dwie długie szyjki zielonych butelek. - Dom Perignon - powiedziała, jakby chciała ją tym skusić. Z gracją zdjęła spodenki, pod którymi miała żółte bikini. Popłyniemy do Hilton Head i zacumujemy tam. Wynajęłam salę bankietową na nasze przyjęcie. - Mówisz poważnie? - Cholernie poważnie. Musimy jakoś uczcić dwudzieste piąte urodziny. To nasz łabędzi śpiew przed wejściem w prawdziwe dorosłe życie. - Myślałam, że już jesteśmy dorosłe. - Mów za siebie, Caitlyn. No chodź. - Kelly uśmiechnęła się łobuzersko, jej włosy zabłysły czerwienią w promieniach słońca. - Zasługujemy na to. Wreszcie dostałyśmy naszą część pieniędzy dziadka Benny’ego. Od jak dawna o nich słyszałyśmy? - Stała na pokładzie, wypięła biodra i przyglądała się z uznaniem nowemu nabytkowi. - Wiesz, co myślę? - Aż się boję zgadywać. - To ci powiem. Ten stary łajdak na pewno by się cieszył, że jego ulubione wnuczki poświętują sobie trochę. - Myślisz, że byłyśmy jego ulubienicami? Kelly zaśmiała się i puściła do niej oko. - A kto inny? Amanda? Hannah? Albo ci cholerni Biscayne’owie? Daj spokój, jestem pewna, że byłyśmy jego ulubienicami. Zresztą, czy to ważne? No chodź, Caitie-Did! Chodźmy. Oczywiście nie mogła jej się oprzeć. Entuzjazm Kelly był jak zawsze zaraźliwy. Caitlyn wyraźnie pamiętała ten dzień. Prawie nigdy z nikim nie rozmawiała o wypadku, nawet z rodziną, ale teraz zwierzyła się Adamowi. Opowiedziała o ciemnej wodzie, zbierających się chmurach, rodzinie i przyjaciołach, którzy przyszli świętować razem z nimi. Grała muzyka, był tort urodzinowy i szampan, bawili się do późna w nocy. Kiedy wróciły na łódkę, zerwał się wiatr. Kelly piła, ale uparła się, że da sobie radę przy sterze, a Caitlyn nie miała siły się z nią spierać. Zresztą jej też szampan uderzył do głowy. W drodze powrotnej zaczęło padać, ale Kelly włączyła światła pozycyjne i stała nieustraszenie za sterem, nie przejmując się pogodą ani perspektywą kaca. Caitlyn, oszołomiona szampanem, dała się ponieść uczuciu euforii. Migrena już szykowała się do ataku, ale nawet to nie popsuło Caitlyn nastroju. Nagle silnik prychnął i zamarł, a łódź zatrzymała się. - Co do diabła? - mruknęła Kelly, próbując uruchomić silnik. - Jezu... to nie miało prawa się stać. Mechanik zrobił przecież przegląd. Jeśli go spotkam, to obiecuję skręcić mu ten tłusty kark! - Nagle zrobiło się jakby ciemniej, jeśli to w ogóle było możliwe. Światła na lądzie wydawały się strasznie odległe, wiatr złowieszczo przybierał na sile. - Cholera! - Skończyła się benzyna? - Chyba nie. Boże, jak tu ciemno. - Kelly znalazła w schowku latarkę i włączyła ją. Łódź kołysała się na falach, a noc wydawała się straszna i pusta... jakby były same na świecie.
Żebyś się przekonał, że Jennifer nie żyje i ktoś robi ci chore kawały... czy żeby naprawdę

i... grzesznie. Co on teraz zrobi? Serce zabiło jej mocniej. Czuła ciepło jego ręki na swojej

– Jezu. – Skarciła się w myślach, że jest mięczakiem, gapą, jak powiedziałby jej chłopak
– I korzysta pan z niego?
Po raz kolejny Melinda Jaskiel trzymała jego los w swoich rękach.

zraniła, jak go poniżała, jak brała kochanków...

- Spróbuj mi zaufać, ma petite.
lodowate, jasnobłękitne oczy i rozwichrzone rudawe włosy. - Nie bój się. Nazywam się
- Czy to wig?

brakowało, a strzaskałby mu kręgosłup. Wzdrygnęła się gwałtownie na samo wspomnienie

- Jak najchętniej. Panno Ward, przepraszam na chwilę. - Rush był bardzo uprzejmy
jej ciele, od szyi począwszy. Wszędzie tam, gdzie ją całował, jej krew zaczynała szybciej
szufladkę. Zobaczyła w niej dziwne, stare puzderko, które z powodzeniem mogło zmieścić się